sobota, 10 kwietnia 2010

Ruszyło mnie. I to bardzo. Nie byłam fanką Lecha Kaczyńskiego, ale zginął Prezydent. Mój Prezydent!
Wszystkich, którzy odeszli wraz z nim przytul do siebie, Panie.

piątek, 15 stycznia 2010

Muffinki z serem

Oto ulubione muffinki mojego Osobistego. Nie przepada za taką formą ciasta, ale te zajada ze smakiem. Myślę, że przyjemnie zaskoczą sernikożerców i ludzi, którzy nie lubią słodkich ciast.


Przepis pochodzi ze strony Moje wypieki i był robiony dokładnie tak, jak zaproponowała to Dorotuś. Zatem za jej przepisem:

Ciasto
Składniki suche:
- 2,5 szklanki mąki,
- pół szklanki cukru,
- szczypta soli,
- 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia,
- 1 łyżeczka cukru waniliowego (ja dodałam łyżeczkę ekstraktu waniliowego).

Składniki mokre:
- 10 dag rozpuszczonego letniego masła,
- 1 szklanka maślanki (może być kefir lub jogurt),
- 2 jajka.

Masa serowa
Składniki:
- 25 dag twarogu (ja dałam taki z kubełka - do wypieków),
- 1 żółtko,
- 1 cukier waniliowy (u mnie ponownie był to ekstrakt).

Ciasto
W jednej misce wymieszać ze sobą składniki suche, a w drugiej składniki mokre. Następnie suche i mokre wymieszać ze sobą. Nie musi być to bardzo dokładne wymieszanie. Myślę nawet, że za długie mieszanie ich razem może bardziej zaszkodzić niż pomóc babeczkom. Zatem mieszamy do połączenia się wszystkiego razem.

Masa serowa
Składniki dobrze ze sobą mieszamy do całkowitego połączenia. Czyli tez nie jest to szczególna filozofia :-)

Do foremek wkładamy na przemian - łyżka ciasta, łyżka masy serowej, łyżka ciasta (na wysokość ok 3/4 foremki -to uwaga Dorotuś, która wg mnie jest dość istotna, gdyż muffinki jeszcze podrosną). Wypełniamy w ten sposób wszystkie foremki i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 170 stopni na 20-25 min.
Po wystudzeniu posypujemy cukrem pudrem i "wuala" :-)


wtorek, 5 stycznia 2010

Szwedzkie pierniczki "PEPPARKAKOR"

Spóźnione, bo zawsze coś było "nie halo" - a to aparat, a to komputer, a to inne coś się przyplątało, ale w końcu się udało :-)
Przedstawiam Państwu Szwedzkie pierniczki Pepparkakor. Tadaaaam! Dla jasności - w Szwecji nigdy nie byłam, takowych nawet kupionych w Polsce nigdy nie jadłam, więc na ile są one zgodne z oryginałem w smaku - nie znaju. Poznałam je na CinCinie. Dziewczyny zachwalały, to se wzięłam i zrobiłam. Osobiście za piernikami nie przepadam, ale te, muszę przyznać, że są dobre :-)

Składniki:
(podaję takie jak na w/w forum, bo robiłam identycznie)
- 200 ml wody,
- 200 ml melasu (złotego) - u mnie był miód,
- 425 gr cukru brązowego,
- 250 gr masła,
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia,
- 2 łyżeczki zmielonych goździków,
- 2,5 łyżeczki zmielonego cynamonu,
- 2 łyżeczki zmielonego imbiru,
- 1,5 łyżeczki pieprzu,
- 1 kg maki.

Pierwszego dnia wieczorem wodę podgrzałam z cukrem, miodem, przyprawami i masłem. (właśnie odkryłam, że w oryginalnym przepisie nie ma pieprzu, a ja w swoich na 100% miałam, bo jak to pieprzne pierniki bez pieprzu? ;-)). Ciepłą masę wylałam na wymieszaną z proszkiem do pieczenia mąkę i wszystko porządnie wygniotłam. Na noc ciasto trafiło do lodówki. Jest trochę lepkie, ale przez noc ładnie tężeje.
Z rana ciasto rozwałkowałam i wycinałam foremkami. Rozwałkować należy dość cienko, 2-3 mm. Powycinane formy kładłam na wyłożoną papierem do pieczenia blachę i lądowały w piekarniku nagrzanym do ok. 160-170 stopni na ok. 5 minut (do lekkiego zrumienienia).
Wykładałam na kratkę, a po ostudzeniu ruszyłam ku przygodzie "radosna twórczość lukrowania" :-)


Część ciastków wyruszyła do innych domów :-)

wtorek, 24 listopada 2009

Plecionka z orzechami

Jesień to dla mnie czas żółtych liści, błota, pluchy i zacinającego deszczu. No co ja mogę poradzić na to, że za nią nie przepadam? Jedną z niewielu rzeczy, jakie się udało jesieni, to orzechy. Te mogę zajadać pasjami, ale Małżon mi zabrania. W ramach przemytu owych wymyśliłam, że zrobię ciasto z orzechami. Padło na plecionkę
Przepis podaję za Evenką, gdyż robiłam ją dokładnie wg niego.
(Porcja na 2 plecionki)

Składniki:

Ciasto:
- 2 i 1/2 szklanki mąki,
- 1/2 kostki masła,

- 1/2 łyżeczki soli,
- 1 op. suszonych drożdży (7 g)
, - 1/4 szklanki cukru,
- 1/2 szklanki ciepłego mleka,
- 2 jajka.

Nadzienie:
- kilka łyżek dżemu morelowego,
- ok. 1 i 1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich (ja użyłam wcześniej uprażonych orzechów laskowych i trochę pekanów),
- kilka łyżek cukru
.

Drożdże rozpuścić w mleku , jajka wymieszać z cukrem i solą , masło rozpuścić i ostudzić. Wszystko razem wymieszać z mąką (ciasto będzie mocno klejące). Oczyścić brzegi miski zbierając ciasto "do kupy" , posypać po wierzchu mąką , przykryć miskę folią i ws
tawić na noc do lodówki.
Na drugi dzień schłodzone ciasto podzielić na dwie części. Każdą z nich krótko zagnieść i rozwałkować na dość cienki prostokąt , na blacie posypanym mąką. Każdy z prostokątów posmarować dżemem morelowym (nie za grubo) , posypać orzechami i cukrem.

Następnie zwinąć w rulon , przekroić po środku wzdłuż , ale nie do końca.
Powstałe dwa "paski" spleść ze sobą , a na końcu skleić.
Przenieść na blachę wyłożoną pergaminem i zostawić (przykryte) do wyr
ośnięcia na ok. 1 godzinę lub do podwojenia objętości. Piec 20-30 minut w temp. 180 st.C.
Dokładnie jak to zwijanie, przecinanie i zaplatanie przeprowadzić, doskonale przedstawiła autorka przepisu tutaj.



Ciasto jest naprawdę pyszne, miękkie i obłędnie pachnie orzechami. Polecam! :-)

niedziela, 26 lipca 2009

Drożdżowe z jagodami

Uważam, że jestem w kuchni początkującym majtkiem, więc zaglądam do kilku grup, portali itp., gdzie podglądam i podsłuchuję lepszych ode mnie. Należę do grupy Uszczęśliwianie przez gotowanie na GLu. Wczoraj, jedna z uczestniczek tejże grupy zaprezentowała ciasto drożdżowe z jagodami. Na sam widok zdjęcia dostałam niemal ślinotoku. Posiadałam od jakiegoś czasu jagody, które nie wiedziałam jak zutylizować, więc skorzystałam z pomysłu. Przepis należy do Krystyny9 z CinCina.


Swoje ciasto zrobiłam z połowy miar podanych na Cin Cinie.
Składniki:

Ciasto:
- 1/2 szklanki letniego mleka,
- 1/4 szklanki cukru,
- 2 dag świeżych drożdży,
- 1,5 szklanki mąki krupczatki + 3 łyżki (do zaczynu),
- 1/2 paczki cukru waniliowego,
- szczypta soli,
- 1 jajo,
- 1 żółtko (białko pozostawiamy do posmarowania ciasta),
- 7,5 dag roztopionego masła.

Owoce:
Z tego co widzę na CinCinie, mogą być różne - świeże i mrożone. Ja miałam akurat jagody, ok. 35 dag.

Kruszonka: (tą lubię bardzo, więc przygotowałam tyle, co na większą blachę i nie uważam aby było jej za dużo)
- 1/2 szklanki mąki krupczatki,
- 1/2 szklanki cukru,
- ok. 7 dag masła.

Całą zabawę rozpoczynamy od zrobienia zaczynu drożdżowego z mleka, 3 łyżek mąki, drożdży i cukru. W oryginale do zaczynu dajemy 1 łyżkę cukru, co jest dość logiczne, ale przy robieniu tego ciasta moją logikę coś trafiło i wsypałam całość, która była przewidziana na ciasto. Mimo mych obaw, że przez to ciasto nie wyrośnie, skończyło się tylko na panice :-). Gdy składniki zaczynowe mamy wymieszane (cukier się rozpuścił), zostawiamy je na kilka minut do wyrośnięcia. W tym czasie przygotowujemy pozostałe składniki. Na początek jajcochy (1 jajo+ żółtko) rozcieramy z cukrem waniliowym. Następnie dodajemy pozostałą mąkę, szczyptę soli i wyrośnięty zaczyn. Początkowo, za radą Krystyny9 mieszałam to mikserem, ale gdy ciasto zaczęło mi atakować maszynę, to sobie podarowałam i zagniatałam rękoma. W czasie wyrabiania ciasta dodajemy rozpuszczone chłodne masło. Ciasto gnieciemy do momentu gdy będzie jednolitą masą, która lekko odchodzi od miski. Podczas jego wyrabiania pomyślałam, że jednak jest za rzadkie, gdyż w moich składnikach jest trochę więcej jajka niż w oryginale, więc dosypałam trochę mąki. Ciężko mi powiedziec ile - ok. 1 garść. Mimo wszystko, jest ono w konsystencji dość rzadkie - inne niż ciasta drożdżowe, które wcześniej robiłam, ale dzięki temu jest delikatniejsze. Na tym etapie zostawiamy masę do wyrośnięcia w piekarniku z włączonym światłem, na ok. 40 minut.
Teraz można zrobić kruszonkę. Wszystko porządnie ze sobą wygnieść i tyle. Ja wstawiłam ją do lodówki, gdyż obawiałam się, że panująca aktualnie temperatura mi ją rozpuści.
Po tym czasie przekładamy ciasto do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Lekko je dociskając rozkładamy je równomiernie na całej blasze. Delikwenta smarujemy białkiem a następnie dziabiemy widelcem. Na tak przygotowane ciasto nakładamy owoce i posypujemy kruszonką. Zostawiamy do wyrośnięcia ok. 23-30 minut.
Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni C. Wkładamy do niego ciasto na ok 40-50 minut.
PYCHOTA! :-)